Wyszukiwanie

Archiwum

Kategorie

Na dobre zmieniamy tematykę zdjęć na blogu. Czas na wiosnę i coraz więcej kolorów! Ta najwcześniejsza zwykle nie jest bardzo barwna – zaczyna się od małych plamek kolorów w ogólnej szarości, to tu, to tam. Pierwsze, młodziutkie listki, nie zawsze zielone, najwcześniejszy kwiaty, żółty brzuszek sikorki która jeszcze nie przeniosła się do lasu, błękit nieba… Na prawdziwą feerię barw przyjdzie jeszcze poczekać, ale z każdym dniem jest coraz piękniej, coraz bardziej radośnie…

Czytaj dalej

Ponad cztery miesiące…

…tak długo nie odwiedzałam i nie aktualizowałam obu blogów. Cztery miesiące wyjęte z życia, cztery miesiące po których znów muszę zbierać kawałki i układać wszystko od nowa, nie tylko w wirtualnym świecie.

Tym razem nie mam jednak zamiaru przepraszać i zapewniać: „to już się nie powtórzy”. Niestety, jest duże prawdopodobieństwo że taka sytuacja nastąpi ponownie. Nie, zrobię coś lepszego – wyjaśnię.

Od jedenastu lat choruję na nieswoiste zapalenie jelita grubego. Jest to choroba przewlekła i nieuleczalna, z grupy autoimmunologicznych. W dużym skrócie: układ odpornościowy nagle głupieje, nie jest do końca jasne dlaczego, i atakuje własne komórki. Czym to się objawia? W przebiegu lekkim nie dającą się opanować zwykłymi metodami biegunką. W przebiegu ciężkim wrzodami i otwartymi ranami w zaatakowanym organie, z których leje się krew. Nieraz całkiem spore ilości.

Mnie trafiła się od razu najbardziej agresywna i na dodatek lekooporna forma choroby.

 

A jak w praktyce wygląda życie z zapaleniem jelit?

To tygodnie spędzone w szpitalach, ciągłe badania i niepewność, co przyniesie jutro…

To wypróbowanie najróżniejszych leków lub przeciwnie, kolejny raz tych samych, bo może w końcu zadziałają…

To restrykcyjna dieta po której ma się koszmary na temat suto zastawionego stołu…

To anemia i ciągłe osłabienie, czasem posunięte aż do problemów z oddychaniem…

To ciągły ból i strach, kiedy dosłownie wycieka z ciebie życie…

To bycie zbyt chorym, by normalnie funkcjonować, ale niedostatecznie, aby dostać najlepsze, drogie leczenie…

To wreszcie koszmar krwotoku i operacji, podczas której półtora miesiąca temu wycięto mi niemal całe jelito grube…

To teraz nowa normalność-nienormalność do której się przyzwyczajam – mimo wszystko lepsza niż ostatnie jedenaście lat, bo w końcu nie boli…

 

Czy w tym wszystkim są jakieś jasne strony? Oczywiście, przecież nawet po najczarniejszej nocy wychodzi kiedyś słońce…

To docenianie codziennych drobnych radości, każdej chwili, która przecież już się nie powtórzy…

To wdzięczność dla ludzi, którzy mimo wszystko są obok…

To zdrowszy tryb życia, który w przyszłości może pomóc uniknąć innych chorób…

To szkoła charakteru, po której jest się silniejszym, bo „co nas nie zabije, to nas wzmocni”…

To chwila wytchnienia, która w dzisiejszym szalonym pędzie jest na wagę złota…

To możliwość przemyślenia i wybrania własnych priorytetów, ustalenia tego, co w życiu najważniejsze…

To wreszcie wdzięczność, że po prostu ŻYJĘ, którą odczuwam każdego dnia – a ilu ludzi może powiedzieć, że w ogóle zna to uczucie?

Czytaj dalej

Zwiastuny wiosny

Ten post miał pojawić się na blogu już pod koniec lutego, jak sugeruje tytuł, ale przez poślizg związany najpierw z przeprowadzką, a potem z chorobą publikuję go dopiero teraz. Przebiśniegi są już tylko wspomnieniem, podobnie jak ranniki i inne wczesnowiosenne kwiaty. Te pierwsze wiosenne kwiaty, często niepozorne, zawsze cieszą najbardziej, są długo wyczekiwane i witane z radością. Gdyby kwitły o innej porze łatwo byłoby je przeoczyć, a teraz skupiają na sobie całą uwagę. Podobnie ranniki, często pojawiające się razem z przebiśniegami, malutkie słoneczka w morzu szarości. A na koniec pąk magnolii, może nie zachwycający kolorem, ale obiecujący tak wiele w nieco późniejszym terminie…

Aparat: Nikon D5200

Czytaj dalej

Majówka w tym roku trafiła się wyjątkowo szara i ponura – prawie przez cały czas pada, a jak już nie pada, to niebo jest szczelnie zasłonięte grubą warstwą chmur. Ani promyczka, ani niebieskiego skrawka. Cofam się więc w czasie do wiosny, która była piękna i kolorowa, i pozostała taka chociaż na zdjęciach. Ujęcia może nie są mistrzowskie, to ciągle okres kiedy uczyłam się obsługiwać lustrzankę, ale kolor, kolor…! Tego nam w tej chwili brakuje.

Aparat: Nikon D5200

Czytaj dalej

Tegoroczna majówka pod względem pogodowym zapowiada się wyjątkowo ciekawie – mamy słońce, deszcz i śnieg, zieloną wiosnę i białą zimę, przymrozki i miłe ciepło… Dodatkowo, majówka zaczyna się już w kwietniu, postanowiłam więc pożegnać ten miesiąc drugą porcją śnieżno-kwiatowych zdjęć. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć takich widoków na żywo, tylko ładną, ciepłą pogodę. Miłego wypoczynku życzę:)

Czytaj dalej
Close