Wyszukiwanie

Archiwum

Kategorie

Dzisiaj równonoc wiosenna – czyli zrównanie dnia z nocą na półkuli północnej. A to oznacza pierwszy dzień wiosny! I chociaż nie przywitała nas w tym roku słońcem (przynajmniej w mojej okolicy), to zdecydowanie widać, że przyroda już się obudziła. Kwitnie coraz więcej kwiatów, pączki na drzewach pęcznieją, widziałam nawet pierwsze zielone listki na pewnym wyrywnym krzewie… Pani Zimie bez żalu mówimy do widzenia!

Zdjęcia nie są z tego roku, ale dobrze oddają to, co się teraz dzieje w przyrodzie, z wyjątkiem pąków forsycji, tych jeszcze nie widziałam. W ogólnej burości pojawia się coraz więcej plam koloru, lada chwila eksplodują bielą mirabelki, najwcześniej kwitnące drzewa owocowe. Jedną widzę przez okno, przez ostatnie kilka dni subtelnie zmieniła kolor, co oznacza pojawienie się pąków kwiatowych. Teraz tylko czekać wiosennego spektaklu!

Czytaj dalej

Jeszcze trochę krokusów – teraz królują już na trawnikach i rabatach, jedyne barwne, widoczne z daleka plamy. Ściągają do siebie rzesze wygłodniałych pszczół, nic dziwnego, niewiele teraz kwitnie. Fioletowe z jakiegoś powodu są najbardziej rozchwytywane, ot, taka preferencja owadów. Te z dzisiejszych zdjęć fotografowałam razem z białymi, rosły tuż obok na dużym trawniku, posadzone w kolorystycznych grupach. O fotografowaniu i samych roślinach pisałam już tutaj, nie będę się więc powtarzać – pozostawiam zdjęcia i życzę przyjemnego weekendu:)

Czytaj dalej

Wiosna w mojej okolicy nadal się ociąga. Niby jest ciepło, niby coś już się zieleni, ale nadal dominującym kolorem w krajobrazie jest brązowy. Można powiedzieć że ciągle mamy kalendarzową zimę, a tak wysokie temperatury to raczej niespodzianka, nie reguła… Mimo to, apetyt rośnie w miarę jedzenia, po tylu ciepłych dniach chciałoby się zieleni i kwiatów. Na młode listki jeszcze przyjdzie poczekać, pierwsze „kotki” jednak już widziałam:) Powoli, ale niepowstrzymanie, wiosna rozpoczęła swój triumfalny pochód.

Czytaj dalej

Wiosna na razie bardzo się ociąga… Jest ciepło, powietrze już inne, pachnące, na niebie częściej pojawia się słońce, ale ziemia budzi się bardzo opornie, zielona jest tylko trawa, mech i chwasty w bardziej osłoniętych miejscach. Kwiatów nie widać, nie ma przebiśniegów czy ranników, a nawet stokrotek, trawniki w większości wyglądają na pozbawione życia. Z niecierpliwością czekam na miejskie krokusy, posadzone w ogromnych ilościach to tu, to tam. Jako pierwsze zawsze pojawiają się żółte, następnie białe i fioletowe. Cieszą się ogromnym powodzeniem u pszczół, w porze kiedy nie ma innych kwiatów każdy z nich jest skrupulatnie odwiedzany.

Żeby dobrze sfotografować krokusy trzeba się do nich zbliżyć. Ukucnąć, usiąść na trawie, może nawet się położyć:) Robiąc zdjęcie z góry, uzyskamy tylko kilka kwiatokształtnych plam koloru, zdjęcia jakie często się widzi, nudne ilustracje wiosny stwierdzające fakt, a nie pokazujące piękno krokusów. Kwiaty są naprawdę urodziwe, w intensywnych kolorach mocno odcinają się od szarego tła. Płatki są półprzezroczyste, w słonecznie dni wyglądają jak klejnoty. Wnętrze kwiatu często jest w innym kolorze niż zewnętrzna część, która dodatkowo może mieć biały lub brązowy wzór. 


Krokusy sadzone w miastach należą do najodporniejszych i najbardziej plennych, nie można odmówić im jednak uroku, zwłaszcza, kiedy tworzą całe dywany na trawnikach. Jeśli chcemy zaprosić je do naszego ogrodu, również możemy posadzić je na trawniku, należy jedynie pamiętać by w tym miejscu trawę skosić później. Można również posadzić je na rabacie, w większych skupiskach – ciekawe są odmiany o dwukolorowych liściach, zdobią nawet po przekwitnięciu.

Czytaj dalej

Zazwyczaj za pierwszym razem jej śladów znajduję bardzo mało albo wcale – jakieś uparte chwasty, kawałek zielonego liścia który przetrwał zimę, pojedynczy, wyrywny pąk… Dominują jednak ślady poprzedniego sezonu, wszystko jest suche, płaskie, w różnych odcieniach beżu, brązu i szarości. Ziemia potrzebuje dłuższej chwili by się porządnie obudzić, w końcu nagrzewa się po wielu miesiącach mrozów – kilka dni z dodatnią temperaturą to za mało. Dwa lata temu podczas poszukiwania znalazłam tylko samotny pąk mahonii, żywą zielenią wyróżniał się również mech z bielejącą ślimaczą muszelką. Większą uwagę zwracały jakieś zasuszone, puchate nasiona (czy może puste torebki nasienne?) wyparzone w ogródku działkowym. Było smutno i szaro, tak jak teraz. Na prawdziwą wiosnę jeszcze przyjdzie nam trochę poczekać, ale już niedługo, już za chwilę…

Czytaj dalej
Close