Wyszukiwanie

Archiwum

Kategorie

Pierwszy prawdziwy wpis na nowym blogu – właściwie musiałam tylko poprawić zdjęcia w już zrobionym szkicu oraz dodać tekst, co robię zawsze po publikacji poprzedniego. Przy tym rozwiązałam (niemal) problem którego istnienia nie tyle nie zauważałam, co przechodziłam nad nim do porządku dziennego – a mianowicie różną szerokość fotografii. Mea culpa, naprawię ten błąd. Dzisiaj już prawie dobrze, tylko obrazek wyróżniający trochę większy…

Wracając do dzisiejszych zdjęć: pająki wczesnojesienne, wszystkie spotkane podczas jednego spaceru pod koniec września. Było jeszcze ciepło, słonecznie, w większości zielono, tyko to tu, to tam, pojawiały się plamy intensywnych kolorów. Pająki raczej preferowały cień, niektóre miały sieci dość daleko od ścieżki (przedostatnie ujęcie), ale mimo to udało się coś utrwalić i tak jak w przypadku późno letniego spaceru, od razu przypominam sobie jak wyglądał ten dzień.

Aparat: Nikon L100

Czytaj dalej

Fotografowałam owoce czarnego bzu – to, że na zdjęcie załapało się coś jeszcze zauważyłam dopiero podczas obróbki. Pozując ani drgnęła, nawet kiedy się poruszałam. Widać miała mocne parcie na szkło:)

Aparat: Nikon L100

Zdjęcie zrobione tego samego dnia co te z poprzedniego posta, dosłownie chwilę później – owad przysiadł na moment, pozwolił na jedno ujęcie i zaraz odleciał. Widać ten kwiat mniszka okazał się mało atrakcyjny:)

Zdjęć cieplejszej pory ciąg dalszy – wrzesień i polowanie na motyle, pierwsze uwieńczone sukcesem. Polowanie z aparatem rzecz jasna, na którym nauczyłam się jednej podstawowej prawdy: dobry motyl, to zajęty motyl. Kiedy ta rusałka pokrzywnik posilała się z zapałem, bez przeszkód mogła fotografować, i to z każdej strony, bo owad wykonał piękny obrót. Najlepiej więc usiąść przy kwitnącej roślinie, takiej, jaka wabi owady zapylające, które chcemy fotografować i czekać, same do nas przyjdą.

Czytaj dalej

O ile drugie zdjęcie wykonać było nietrudno – biedronki to dobre modelki – to pierwsze było czystym przypadkiem. Akurat wyciągnęłam przed siebie jedną rękę, w drugiej miałam włączony aparat. Mały zapylacz usiadł na chwilę na moim palcu, na tak długo, bym mogła zrobić mu jedno zdjęcie. Zaraz potem odleciał, a ja miałam tylko nadzieję na udaną fotografię.
2

Close