Wyszukiwanie

Archiwum

Kategorie

Rozświetlanie zimy czas zacząć!

Stopniowo przechodzimy w zdjęciach od czerwieni do różu, chociaż czasem trudno dobrać odcienie tak, by idealnie ze sobą współgrały. Dzisiaj część druga sesji róży Papageno, właściwie tylko kilka ujęć które jeszcze chciałam pokazać. O samych zdjęciach i ich bohaterce powiedziałam już wszystko, co wymagało powiedzenia w części poprzedniej, więc podobnie jak w przypadku hippeastrum nie będę się już powtarzać. W przyszłości nie zamierzam już dzielić sesji tak bardzo, teraz jednak pozostaje tylko dokończyć to, co zaczęłam.

Aparat: Nikon L100

Czytaj dalej

Egzotyka na parapecie

Czerwoności ciąg dalszy, chociaż tym razem mniej świątecznej. Hibiskusy kwitną raczej wiosną i latem, pisząc te słowa wyjątkowo mam jednak tuż przy sobie taki „nosaty” kwiatek. Jest to szczególnie zaskakujące u tej odmiany, hibiskus variegata Snow Queen bywa bowiem kapryśny.

Roślina obecnie ma 4 lata, mierzy z doniczką jakieś 120 cm i jest uformowana na drzewko. Wyhodowałam ją z malutkiej, 5 centymetrowej szczepki – aż się wierzyć nie chce patrząc na nią teraz:) Zakwitła po raz pierwszy 2 lata temu, w tym roku kwitnie nieprzerwanie od czerwca, aż do chwili obecnej. Stwarza to pewien problem – róże chińskie ze szczepek bardzo mocno rosną, trzeba je raz do roku przycinać. Niestety, pąki pojawiają się tylko na młodych przyrostach. Niedługo czeka mnie ciężki wybór…

Co do samych zdjęć – kwiaty hibiskusów stanowią bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania. Wielokrotnie uwieczniałam różowego Adonisa, pomarańczowego NN, pełnego botanicznego oraz kwitnącą szczepkę Sri Lanki. Stanowią one też świetny temat do zdjęć makro, które pokażą w przyszłości.

Aparat: Nikon D5200, obiektyw Nikkor 18-55 mm

Czytaj dalej

W świątecznym nastroju

Czerwone hipeastrum, szerzej znane pod nazwą amarylis, już pokazywałam, nawet dwukrotnie. Pisałam zarówno o zdjęciach, jak i o samej roślinie, więc nie będę dzisiaj się powtarzać. A skąd „w świątecznym nastroju”? Hippeastra często kwitną już w grudniu, obok gwiazdy betlejemskiej, grudników i storczyków to dla mnie jedne z najbardziej „zimowych” kwiatów. No i kolor oczywiście, w sam raz na nadchodzący sezon:)

Aparat: Nikon L100

Czytaj dalej

Roślina zmienną jest

Tak jak pisałam latem, jeszcze przed przerwą, planuję zmiany w treści i długości postów (pojawiające się rzadziej, jednak dłuższe i bardziej konkretne), ale mam jeszcze spory zapas tych „starych”. Oto jeden z nich. Po nim pojawi się kilka całkiem nowych, o tematyce jesiennej – jakoś nie wypada teraz pokazywać wiosennych ujęć. Na posty poradnikowe przyjdzie jeszcze poczekać, muszę je dopiero napisać.

Wracając do dzisiejszych zdjęć – dlaczego „roślina zmienną jest”? Bo ta konkretna to udowodniła. O storczykach zmieniających kolor kwiatów słyszałam już wcześniej, ale były to wyłącznie phalenopsisy. Sama mam takiego, jednak zmiana nie była zbyt spektakularna. Natomiast ta cambria wypuściła raz pęd na którym wszystkie kwiaty były beżowe! Niestety nie mam zdjęć na potwierdzenie tego zjawiska, więc musicie mi uwierzyć na słowo.

Co mogło być przyczyną? Albo błąd genetyczny, albo w jednej doniczce są posadzone dwie różne rośliny. Następne kwitnienie było już identyczne z pierwszym „sklepowym”, widzicie je właśnie na dzisiejszych zdjęciach. Kolejnego jak na razie nie było, więc nadal czekam na rozwiązanie zagadki.

Aparat: Nikon L100

Czytaj dalej

Ponad cztery miesiące…

…tak długo nie odwiedzałam i nie aktualizowałam obu blogów. Cztery miesiące wyjęte z życia, cztery miesiące po których znów muszę zbierać kawałki i układać wszystko od nowa, nie tylko w wirtualnym świecie.

Tym razem nie mam jednak zamiaru przepraszać i zapewniać: „to już się nie powtórzy”. Niestety, jest duże prawdopodobieństwo że taka sytuacja nastąpi ponownie. Nie, zrobię coś lepszego – wyjaśnię.

Od jedenastu lat choruję na nieswoiste zapalenie jelita grubego. Jest to choroba przewlekła i nieuleczalna, z grupy autoimmunologicznych. W dużym skrócie: układ odpornościowy nagle głupieje, nie jest do końca jasne dlaczego, i atakuje własne komórki. Czym to się objawia? W przebiegu lekkim nie dającą się opanować zwykłymi metodami biegunką. W przebiegu ciężkim wrzodami i otwartymi ranami w zaatakowanym organie, z których leje się krew. Nieraz całkiem spore ilości.

Mnie trafiła się od razu najbardziej agresywna i na dodatek lekooporna forma choroby.

 

A jak w praktyce wygląda życie z zapaleniem jelit?

To tygodnie spędzone w szpitalach, ciągłe badania i niepewność, co przyniesie jutro…

To wypróbowanie najróżniejszych leków lub przeciwnie, kolejny raz tych samych, bo może w końcu zadziałają…

To restrykcyjna dieta po której ma się koszmary na temat suto zastawionego stołu…

To anemia i ciągłe osłabienie, czasem posunięte aż do problemów z oddychaniem…

To ciągły ból i strach, kiedy dosłownie wycieka z ciebie życie…

To bycie zbyt chorym, by normalnie funkcjonować, ale niedostatecznie, aby dostać najlepsze, drogie leczenie…

To wreszcie koszmar krwotoku i operacji, podczas której półtora miesiąca temu wycięto mi niemal całe jelito grube…

To teraz nowa normalność-nienormalność do której się przyzwyczajam – mimo wszystko lepsza niż ostatnie jedenaście lat, bo w końcu nie boli…

 

Czy w tym wszystkim są jakieś jasne strony? Oczywiście, przecież nawet po najczarniejszej nocy wychodzi kiedyś słońce…

To docenianie codziennych drobnych radości, każdej chwili, która przecież już się nie powtórzy…

To wdzięczność dla ludzi, którzy mimo wszystko są obok…

To zdrowszy tryb życia, który w przyszłości może pomóc uniknąć innych chorób…

To szkoła charakteru, po której jest się silniejszym, bo „co nas nie zabije, to nas wzmocni”…

To chwila wytchnienia, która w dzisiejszym szalonym pędzie jest na wagę złota…

To możliwość przemyślenia i wybrania własnych priorytetów, ustalenia tego, co w życiu najważniejsze…

To wreszcie wdzięczność, że po prostu ŻYJĘ, którą odczuwam każdego dnia – a ilu ludzi może powiedzieć, że w ogóle zna to uczucie?

Czytaj dalej
Close