Zdecydowanie jedna z moich ulubionych i nieskromnie mówiąc, najbardziej udanych sesji. Przemyślenia dotyczące samych kwiatów streściłam krótko w części pierwszej, tym razem dodam tylko że z tą roślinką spotkałam się u działkowych sąsiadów, chociaż nie z identyczną odmianą, która jest na zdjęciach. Dla tych, którzy nie widzieli poprzedniej części: na fotografiach jest bukiet gailardii, bardzo popularnych, choć często nieznanych z nazwy ogrodowych kwiatów.

Aparat: Nikon L100