Kilka lat temu, w pewien słoneczny i bardzo mroźny zimowy poranek, matka natura postanowiła zamienić zwykłe szare blokowisko w białą krainę baśni. Tylko na parę godzin, wschodzące słońce dość szybko unicestwiło kruche piękno. Każdy kto mógł, łapał za aparat aby tylko uwiecznić niezwykłe zjawisko – tak też zrobiłam i ja, przez prawie godzinę biegając po okolicy. Powstały dziesiątki zdjęć, choć większość z nich nieudanych, to i tak z reszty byłam teraz w stanie stworzyć kilka postów.

Pamiętam dokładnie pogodę tego dnia: niebo niesamowicie niebieskie, słońce oślepiało, mimo że stało nisko nad horyzontem, a w każdy odkryty kawałek skóry kąsał tęgi mróz… Musiałam fotografować jak najszybciej, zarówno temperatura, jak i promienie słońca nie sprzyjały. Niesamowite lodowe rzeźby topniały bardzo szybko, kiedy kończyłam zdjęcia już ich nie było na najwyższych gałęziach drzew.

Wyjątkowo warstwa szadzi nie jest zjawiskiem częstym. Szadź powstaje gdy kropelki wody (np. mgły) zamarzają przy zetknięciu z przedmiotami tworząc zlepione kryształki lodu. Od szronu różni się tym, że nie tworzy rozgałęzionych igiełek lodu, czasem jednak trudno rozróżnić te dwa zjawiska.

Wracając do treści zdjęć – te niezwykłe drewniane rzeźby stanowią ozdobę Oleśnicy już od lat 80-tych, zostały wykonane przez Zbigniewa Podurgiela. Można znaleźć je w wielu punktach miasta, niestety dopiero niedawno zostały poddane konserwacji, kiedy już duża ich część uległa zniszczeniu. W błękitno-białym zimowym krajobrazie przypominały pielgrzymów z dawnych wieków, w worach pokutnych modlących się za odpuszczenie grzechów…

Źródło: Wikipedia, Oleśnica-Nienałtowski