Ostatnio, publikując zdjęcia kwiatów więcej piszę o danej roślinie, niż o samych fotografiach. Pora to zmienić, w końcu to blog fotograficzny. Cynie fotografowałam już dawno, dawno temu. Przez kilka dni kiedy kupiłam bukiet słońce nie dopisywało, lubię kiedy świeci bardzo mocno, a wtedy cały czas było pochmurno. W końcu stwierdziłam „kiedy nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” i zabrałam się za fotografowanie jak tylko choć trochę się przejaśniło. Z efektów nie jestem za bardzo zadowolona, piękne, kolorowe kwiaty zamieniły się w rozmyte plamy. Aż do dzisiejszego dnia miewam problem z fotografowaniem w pochmurny dzień, wtedy stawiałam pierwsze kroki. Temat cynii powróci pewnie w przyszłym roku, już mam nasionka kilku ciekawych odmian. Pytanie tylko – robić zdjęcia na dworze, w bardziej naturalnym otoczeniu, czy w domu, na czarnym tle? Zawsze szkoda mi zrywanych kwiatów…

Cynie zachwycają różnorodnością, większość jest jedno- lub dwukolorowych, w tym bukiecie trafiła się też pełna. Latem dorwałam w sklepie nasiona Cynii skarbiozowej z „puchatym” środkiem, Cynii daliowej (trochę przypominającej tą ze zdjęcia poniżej) oraz Cynii daliowej „Peppermint Stick” o płatkach w kolorowe plamy. Prawdopodobnie odmian jest dużo więcej, często można dowiedzieć się o nich przeglądając nasiona na sklepowej półce. Dodatkowy plus – te nietrudne w hodowli kwiaty bardzo wabią owady, szczególnie pszczoły i motyle. To dla mnie ważne nie tylko ze względu na ekologię, zdjęcia kwiatów zawsze wyglądają ciekawiej gdy mają owadzi dodatek:)