Kilka lat temu, czekając koło boiska szkolnego na znajomych podziwiałam urodę dzikiego wina czyli winobluszczu, jednej z najpiękniej wyglądających jesienią roślin. Kalejdoskop czerwieni, pomarańczy i żółci, podświetlony z tyłu przez zachodzące słońce po prostu prosił się o uwiecznienie. Dzisiaj, kiedy patrzę na te zdjęcia, jestem zadowolona z dwóch powodów – udało mi się zatrzymać odrobinę piękna i coś, co już nie istnieje. Płot stoi nadal, ale nie ma już na nim winobluszczu, rok później został zniszczony podczas remontu.